Start
 
 

Nasiono Records - Start

Zapisz się






Jak kupić płytę

 
klikaj - czytaj

Porzućcie wszelkie kryteria
Borys Kossakowski
(...) Mam płytę, która nie dość , że wydana została w Polsce, to ma w sobie „to coś”, co sprawia, że słucham tego z niedowierzaniem. Daleki jestem od ocen czy to jest sztuka wysokich lotów czy tez nie, bowiem każde kolejne przesłuchanie budzi we mnie inne emocje. Jakie?
Raz chcę bić brawo za odwagę. Kiedy indziej zganić za pewna nonszalancję. Innego dnia słysze w „tym” muzykę do nieistniejącego filmu (bądź spektaklu) kiedy indziej zaś zadaję sobie pytanie: po co i dla kogo? (...)
Piotr Iwicki - Jazzgazeta
 
 
 
Porzućcie wszelkie kryteria i posłuchajcie Kossakowskiego



Od pewnego czasu targają mną sprzeczności. Niby nie egzystencjonalne czy estetyczne, ale takie tam, typowe dla facet a w wieku średnio-średnim, w dodatku na rozdrożu kategorycznego opowiadania się za tym „co jest jazzem a co nie”. Ogólnie w tej ostatniej kwesti wykazują tumiwisizm, jednak nauczony prywatną lekcja o nieodżałowanego Jana webera gdzieś między Warszawa (via Gdańsk) a Hamburgiem, za jazz uznaje wszystko co swinguje.  Z ostrożności.

No i teraz do rzeczy. Mam płytę, która nie dość , że wydana została w Polsce, to ma w sobie „to coś”, co sprawia, że słucham tego z niedowierzaniem. Daleki jestem od ocen czy to jest sztuka wysokich lotów czy tez nie, bowiem każde kolejne przesłuchanie budzi we mnie inne emocje. Jakie?

Raz chcę bić brawo za odwagę. Kiedy indziej zganić za pewna nonszalancję. Inne dnia słysze w „tym” muzykę do nieistniejącego filmu (bądź spektaklu) kiedy indziej zaś zadaję sobie pytanie: po co i dla kogo?

I fajnie!!! Taki fajny jest jazz czy jak kto woli współczesna muzyka improwizowana pod szyldem jazzu. Ale czy Borys Kossakowski, sprawca zamieszania, siedzący za fortepianem i dbający o post-moderacje tej muzyki via pogłosy i inne elektroniczne peryferia uzurpuje sobie prawo do tego aby nazywać „to” jazzem? Nie. On zwyczajnie gra. I daje nam do posłuchania 12 indeksów tak różnych i zarazem podobnych, że musimy zadać sobie pytanie jaki jest nas stosunek do tej totalnej improwizacji!

U mnie jest (jak pisałem) – różnie. Nie chcę pisać o dźwiękach, bo to jest kompletnie w tym wypadku bez sensu! To już nawet nie jest moje ulubione „niedorzeczne jak tańczenie o architekturze” ale zwyczajnie niewykonalne!

Artysta zawarł w tym co nagrał swoje impresje chwili, miejsca, czasu, emocji, doznań. Zjadł fajny obiad i przelał to na dźwięki. Zjadł, kiepski, też to zrobił. Upraszczając.

Mnie zafascynował spójnością brzmienia i klimatu. Czasami odpalam kominek i włączam TO. Czasami po chwili wyłączam. Ale zawsze wiem, że „to” nie pasuje do tej chwili, bądź mnie po prostu „w qr via”. Ale nie gdy nie jestem obojętny obok tego grania. Jest też jeszcze inny aspekt tej muzyki.

Kiedy lata temu Lyle Mays nagrał swoje kawałki na suspended piano, wielu piało z zachwytu. I wówczas zadałem sobie pytanie: ilu w kręgach krytyków mamy ignorantów?

Pamiętam jak z Tribute To Miles Orchestrą jakoś tak dekady wstecz trigerowałem instrumenty perkusyjne, grając via congi basem Marcusa Millera albo fortepianem Glenna Goulda. Nikt tego nie zauważył. Kiedy jakieś 5 czy 8 lat później przyjechał na Warszawską Jesionkę słynny ale kompletnie nie znany nikomu perkusista z Japonii i strigerował kotły, polska „krytyczka” piała z zachwytu (sam sobie zapisałem nazwiska moich ulubionych kolegów po fachu). To było coś. Nowatorskie. Tyle, że u nas znane od lat.

Teraz Kossakowski wszedł do wody odkrytej lata temu, ale zrobił to z klasą. Nonkonformistycznie. I choćby z racji, że budzi emocje (jak niewiele polskich produkcji jazzowych, bądź tych wykładanych w sklepach na półki z napisem „jazz”) warto „tego” posłuchać.

A teraz pozwolę sobie na odrobinę prywaty.

Borysie. Olej to co mówią inni, i miej w d… to co piszą aby pogłaskać twoją męską, artystyczną próżność. Zwyczajnie graj swoje. Słuchaj krzyczących, słuchaj milczących. Masz swój „time & sound”. Tomek Stańko kiedyś uznał to za wyznacznik celowości grania. Więc graj. Czas przyjdzie. Zawsze przychodzi, Niestety, czasami wówczas, kiedy płótna wiszą w galeriach a artysty nie ma po za kadrem pamiątkowej fotografii. Jestem Twoim kibicem. A wszystkim polecam kilka chwil z tą muzyką. Ot, aby skonstatować, że można. I się zasłuchać. Albo znienawidzić. Tak jak ja ( w każdym wariancie). Reasumując - znakomita płyta (choc nie bez wad). I za te wady, nie wyczyszczone ja najbardziej kocham.

Piotr Iwicki - Jazzgazeta
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
  • Polish
  • English

 Najbliższe koncerty:



Asia i Koty & B. Wołyniec
9.IX Sopot, Papryka

Prawatt
16.IX Gdańsk, PDT

Towary Zastępcze
22.IX Gdańsk, Santa Fe Burito
23.IX Gorzów Wlkp.
24.IX Berlin
25.IX Leipzig

Marla Cinger
25.IX Sopot, Papryka

więcej:


Nadchodzące płyty:



Folder - Hello EP