Start
 
 

Nasiono Records - Start

Zapisz się






Jak kupić płytę

 
klikaj - czytaj

NIEZALEŻNI

N I E Z A L E Ż N I

TRÓJMIEJSKA ALTERNATYWNA SCENA 1980-1989
 

Roman Sebastyański
 
 
Autor był współzałożycielem i liderem Pancernych Rowerów (1981-1989) oraz jednym ze współtwórców i działaczy Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej.  W latach 2002-2007 był inicjatorem i współorganizatorem Kolonii Artystów w Stoczni Gdańskiej.  Obecnie pisze doktorat o transformacyjnym potencjale sztuki publicznej.
 
 

 

Pobierz cały artykuł w PDF

Bez przyszłości

W 1980 roku, ja i większość moich kolegów, mieliśmy po kilkanaście lat i w większości, właśnie kończyliśmy podstawówkę.  Osiem lat prania mózgu, przygotowującego do życia w industrialnym społeczeństwie, trzymanym żelazną ręką totalitarnego państwa o dziwnej nazwie – PRL – Polska Rzeczpospolita Ludowa (skoro ‘pospolita’ to również ‘ludowa’ – tylko ‘ludowa’ wykluczało wiele grup społecznych, które do ‘ludu’ się nie zaliczały).  Odurzając i ogłupiając mnie (i całą resztę bezbronnych dzieciaków) totalną masą zbędnych informacji, które musieliśmy przyswajać pamięciowo, bez zrozumienia (i bez dyskusji) próbowano nauczyć nas przede wszystkim: dyscypliny, posłuszeństwa i bezmyślnego wykonywania poleceń, jak również pokory i odporności na (iście fabryczną) monotonię i nudę – czyli podstawowych rzeczy niezbędnych do tego, by stać się sprawnymi, mechanicznymi trybikami w przemysłowym państwie, zbudowanym i kierowanym na kształt ogromnej maszyny (niezależnie od tego, czy pracowało się w fabryce, czy w biurze).  Byliśmy zamknięci w tej wielkiej maszynie oraz poddani ciągłej obserwacji i pełnej kontroli.  Poinformowano nas, że świat zewnętrzny jest podzielony na dwa zwalczające się obozy, których umowną granicą był Mur Berliński.  Nasza maszyna należała do obozu wschodniego (nazywanego również Blokiem, lub bardziej intymnie - Komuną) z centralą w Moskwie i była w permanentnym stanie tzw. Zimnej Wojny (atomowej) z obozem zachodnim, z centralą w Waszyngtonie.  Zagrożenie totalnym unicestwieniem, poprzez naciśniecie (przez którąkolwiek ze stron) magicznego czerwonego guziczka mobilizowało szare, zastraszone, przemysłowe masy obu obozów do jeszcze bardziej wytężonej, niewolniczej pracy i współzawodnictwa o prymat w tym zindustrializowanym i zmilitaryzowanym świecie.  Argumentacja była przewrotnie prosta – im ciężej będziemy pracować, tym więcej będziemy w stanie wyprodukować broni atomowej i zastraszyć naszego wroga, do czasu, kiedy to on osiągnie przewagę (i tak w kółko).  Totalna propaganda wciąż zapewniała nas, że żyjemy w obozie lepszym, prawdziwie wolnym i demokratycznym i zmierzamy ku świetlanej przyszłości powszechnego szczęścia i dobrobytu.  My – kilkunastoletnie dzieciaki – widzieliśmy to zupełnie inaczej…  Zamiast wolności, odczuwaliśmy przygnębiającą klaustrofobię więziennego zamknięcia i totalnej izolacji, bez swobody poruszania się po świecie, a nawet swobodnej wymiany myśli.  Zamiast demokracji, mieliśmy totalitarne rządy wąskiego aparatu władzy (i opresji).  Zamiast dobrobytu, mieliśmy puste sklepy i ciągłą walkę o większość produktów.  Ale najgorsze, najbardziej upokarzające było to, że nic nie mogliśmy zrobić.  Jako Gdynianin, pamiętałem grudzień 1970 roku – czołgi na ulicach i wojsko strzelające do ludzi, którym to wszystko nie pasowało.  Nie mieliśmy złudzeń, że buntowanie się w takim państwie, to śmiertelnie poważna sprawa…

 

W czasie wakacji, po których miałem iść do ogólniaka, wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, a potem w innych fabrykach w kraju.  Pojawiła się nadzieja, że coś się zmieni i zaczniemy, jak to określaliśmy, normalnie żyć, czyli jak nam się zdawało – na tzw. demokratycznym Zachodzie.   Po Sierpniu ’80 niewiele się jednak zmieniło: granice pozostały zamknięte, w sklepach było jeszcze mniej, ludzie więcej gadali, niż robili, a na ulicach, już niedługo, znów miały pojawić się czołgi.

Podziemna Załoga

Już pod koniec lat 1970-tych, w szarym, zuniformizowanym i monotonnym krajobrazie polskiego społeczeństwa pojawili się, agresywnie wyglądający punkowcy, ze swoją buntowniczą muzyką, atakującą świat ‘bez przyszłości’.  Jednym z pierwszych był gdański DEADLOCK.  Luter, lider zespołu, perkusista oraz autor większości tekstów, znał dobrze język angielski i korespondował z wieloma kapelami na Zachodzie, dzięki czemu był dobrze poinformowany o tym, co się tam w muzyce punkowej dzieje.  Jego podziemny, muzyczny fanzin Pasażer (od tytułu jednej z piosenek Iggy Pop’a) był wtedy w Polsce jednym z nielicznych, najbardziej miarodajnych źródeł informacji o światowym i krajowym podziemiu muzycznym.  Jako jedyna w Polsce podziemna kapela nagrali materiał dla francuskiej wytwórni Blitzkrieg Records, która w 1981 roku wydała na Zachodzie ich płytę „Ambition” w nakładzie 10.000 egzemplarzy.  Pozytywne recenzje tej płyty pojawiły się w uznanych pismach muzycznych Billboard i New Musical Express.

 
Okładka płyty DEADLOCKLuter wkrótce opuścił DEADLOCK i wyjechał do Warszawy, gdzie z Tomkiem Lipińskim założył TILT, potem BIAŁE WULKANY.  W końcu uciekł do Berlina Zachodniego, a potem do Amsterdamu.  Jemu w znacznym stopniu poświęcony był film dokumentalny „The Passenger” o polskim podziemiu muzycznym, zrealizowany na początku lat 80-tych, po zachodniej stronie ‘Berlińskiego Muru’.  W wywiadzie dla Pasażera Mirek, wokalista zespołu, powiedział: „Byliśmy w pewnym sensie pionierami, którzy przecierają nowe szlaki.  DEADLOCK zagrał kiedyś na dachu wieżowca [Falowca] na Zaspie, co później powtórzyło wiele kapel.  Naszą nazwę tłumaczyliśmy, jako martwy punkt, impas.  Bo wszyscy czekali wtedy na coś.  Może na ten Sierpień ’80?  I to dawało się odczuć.  Mówi się, że nie byliśmy kapelą polityczną, ale wtedy wszystko było polityką.”  We wszystkich składach DEADLOCKA, od początku do końca, był gitarzysta - Rudy  Maciek.  Któregoś mroźnego, zimowego poranka, stanął w samej koszuli w przejściu podziemnym na przedłużeniu Monciaka i z zamkniętymi oczami, grając na zwykłej gitarze, śpiewał w kółko idącym do pracy ludziom jeden tekst: „Jest ich kilku, a nas są miliony.  Gdybyśmy tak, pewnego dnia nie poszli do pracy, stanowiłoby to dla nich wielkie zagrożenie… Stanowiłoby to dla nich twardy orzech do zgryzienia…”

Sądzę, że ten tekst, a zwłaszcza jego początek był politycznym credo, które już wkrótce podświadomie zainicjowało i inspirowało specyficzny sposób działania Alternatywnej Sceny w Trójmieście oraz jej aktywną i dynamiczną ekspansję na całą Polskę, jak również poza jej ‘zblokowane’ wschodnie i zachodnie granice. 

 

Pod koniec 1981 roku, obok kolejnej wersji DEADLOCKA działały już takie punkowe kapele, jak PKS i DDT z Gdańska, PANCERNE ROWERY z Gdyni oraz NOCNE SZCZURY z Władysławowa i ZERO ze Słupska.  PKS, istniejący już od 1979 roku, wsławił się występem na toruńskim festiwalu „Od Nowa” w zastępstwie kultowej wtedy grupy ELEKTRYCZNY ORGAZM – reprezentującej, sławną już w świecie, jugosłowiańską nową falę (z takimi kapelami, jak RYBNA ZUPA, LAIBACH itd.).  NOCNE SZCZURY zagrały na pierwszym festiwalu w Jarocinie w 1980 roku. 

 

Zespoły grały gdzie się dało; w mieszkaniach, w piwnicach, garażach, czy jak PKS – w zajezdni autobusowej (stąd nazwa), które z tej okazji zamieniały się w podziemne kluby, do których przychodzili znajomi zespołów (i znajomi znajomych).  W takich próbach-koncertach uczestniczyło od kilku do kilkudziesięciu osób.  Nie było żadnych biletów, nie było bramkarzy, ani baru.  Nie było sceny, a granica pomiędzy zespołami, a publiką nie istniała.  Stanowiliśmy jedność – jedną Załogę, w której ci, co wydawali z siebie krzykliwe dźwięki i ci, co tego wytrwale słuchali, potrzebowali siebie nawzajem.  Wszyscy się mieszali, poznawali, nawiązywali kontakty.  Przez krótkie chwile były to ‘eksterytorialne strefy wolności’.  Ten podziemny okres Trójmiejskiej, niezależnej muzyki trwał aż do końca stanu wojennego.  Z końcem 1983 roku, część kapel postanowiła wyjść z podziemia, co wiązało się z pewnym kompromisem (trzeba było uzyskać oficjalne zgody za zorganizowanie koncertu, ocenzurować teksty itd.) oraz inwigilacją i dużym ryzykiem (parę miesięcy wcześniej, na komisariacie MO pobito na śmierć warszawskiego poetę, Grzegorza Przemyka, który właśnie świętował zdanie matury).

Wyjście z podziemia

 

Pod koniec czerwca 1984 roku, PANCERNE ROWERY zorganizowały w gdyńskim klubie „Kolejarz” pierwszy ‘oficjalny’ przegląd kilku zaprzyjaźnionych kapel.  Własnoręcznie wykonaliśmy plakaty, które potajemnie rozwiesiliśmy na mieście.  Wynajęliśmy sprzęt nagłaśniający.  Zaprosiliśmy APTEKĘ, BÓM WAKACJE W RZYMIE, POLISH CHAM i SZELEST SPADAJĄCYCH PAPIERKÓW.  Wszystkie te pięć zespołów, po raz pierwszy zagrały pod hasłem Alternatywnej Sceny, wymyślonym przez Oziego z SZELESTU.   Przede wszystkim jednak, załatwiliśmy wszelkie formalności, w tym najważniejszą – cenzurę.  W Okręgowym Urzędzie Kontroli Publikacji i Widowisk w Gdańsku musieliśmy złożyć teksty utworów wszystkich kapel, planowanych do wykonania i uzyskać ‘zgodę na ich rozpowszechnianie’.  Najpierw oczywiście ocenzurowaliśmy je sami zmieniając poszczególne słowa, czy całe fragmenty.  Sprzęt nagłaśniający był jednak tak słabej jakości, że na koncertach i tak trudno było zrozumieć teksty.  One krążyły w innej formie – najczęściej w nagraniach z prób na kasetach magnetofonowych.  Na ten pierwszy, ‘oficjalny’ publiczny koncert przyszło około 100 osób w tym paru UBeków, czyli tajniaków, kapusi, lub konfidentów (czy kablarzy), co wtedy było czymś zupełnie normalnym (z czym niestety  trzeba było się liczyć…).

Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęły się koncerty Alternatywnej Sceny w gdańskim „Burdlu” (klubie kultury na Suchaninie) – porównywanym często z „Rudym Kotem” lat 60tych.  „Muzycy sami kombinowali sprzęt” – wspomina Jarek z BIELIZNY w wywiadzie Arkadiusza Pragłowskiego dla Magazynu Muzycznego (01/1989) – drukowali bilety (tanie – żeby każdy mógł wejść); byli organizatorami tych imprez. … Rodziła się więź.  Kapele zdawały sobie sprawę z tego, że w pojedynkę nie będą w stanie zorganizować koncertu, a koncert był przecież dla nich jedyną formą prezentacji.” 

W 1985 roku w Trójmieście istniało już kilkadziesiąt podziemnych kapel i wciąż powstawały nowe.  Do starej załogipierwszy plakat Alternatywnej Sceny (projekt graficzny: Mariusz Budgie Dunaj) - 1985 rok dołączały nowe.  Tak, jak na początku, nie łączyła nas stylistyka (czy estetyka) ‘punk’, lecz raczej wspólnie podzielana opinia, iż żyjemy w miejscu, w którym nie ma przyszłości.  Stąd decyzja, o przeniesieniu do alternatywnej czasoprzestrzeni, gdzie widzieliśmy swoją przyszłość i coraz realniejsze szanse na zmiany i rozwój.  Aby dać wyraz tej wspólnej idei, z zachowaniem fantastycznej, stylistycznej różnorodności muzycznych przekazów, wciąż posługiwaliśmy się hasłem Alternatywnej Sceny, której geograficzna lokalizacja nigdy jednak nie została ostatecznie ustalona.

Wczesnym latem 1985 roku PANCERNE ROWERY, z niewielką pomocą MCK (Młodzieżowego Centrum Kultury) i działającego tam Waldka Rudzieckiego oraz poety, Wojciecha Fułka (obecnego wiceprezydenta Sopotu) powtórnie zorganizowały w klubie „Kolejarz” w Gdyni, przegląd najciekawszej alternatywnej i niezależnej muzyki w Trójmieście.  Waldek Rudziecki był już wtedy doświadczonym menadżerem, który wcześniej szefował toruńskiej „Od Nowie”, organizując słynne przeglądy Muzyki Alternatywnej i Awangardy Rockowej (gdzie grał nasz PKS).  Na kultowym już dziś plakacie, który zaprojektował graficznie Budgie – perkusista  PANCERNYCH, pojawiła się ponownie nazwa Alternatywna Scena (z dopiskiem: Gdańsk, Sopot, Gdynia).  Plakat ten został już wydrukowany (w drukarni), choć dość niechlujnie (w tamtych czasach – normalka).  Panowie nie umyli wcześniej wałków, przez co kolor tła wyszedł bardzo dziwny – ani różowy, ani fioletowy (z białymi pasami w pierwszej serii).  W sumie jednak ciekawy.  W ten sposób obok artystycznego ruchu wrocławskiej, Pomarańczowej Alternatywy, pojawiła się nad morzem nowa alternatywa – różowo-fioletowa.  

Na koncercie znów była cenzura, znów byli tajniacy i konfidenci wśród publiki, której tym razem było już ze 300 osób (z czego ze 100 naszej, zaproszonej Załogi).

MANTRA BEAT to była kapela Hrabiego, legendy trójmiejskiego podziemia muzycznego.  Zespół grał ciepłą, transową muzykę, w której czuło się falowanie morza.  Swoistym manifestem skierowanym w publikę był fragment buntowniczego tekstu, śpiewanego łagodnie, bez agresji i na pełnym ‘haju’: „Znudziła się nam depresja – nigdy więcej paranoi.  Kto lubi, niech się straszy, lecz niech nikt się nie boi.”  BÓM WAKACJE W RZYMIE to przede wszystkim trzy, młodziutkie (17-letnie), śpiewające dziewczyny: Kasia, Ania (jednocześnie grająca na flecie) i Jowita (jednocześnie grająca na klawiszach) oraz Robert Siwy na basie (który uciekł później do Szwecji) i Wanat na perkusji (wkrótce dołączył do APTEKI).  Muzyka totalnie zmienna i nie do opisania…  Dla nich, jak twierdzili, to co opisywała muzyka, było zawsze bliższe prawdy.  Po rozpadzie zespołu, dziewczyny dobrały sobie jeszcze Majkę i założyły, pierwszy w ówczesnej Polsce, żeński zespół OCZI CZIORNE.  REGAŁ to oczywiście reggae w warstwie rytmicznej, pomieszane jednak ciekawie z muzyką afrykańską i jazzem.  Do tego flet Mikołaja Trzaski.  Bardzo nowatorska, oryginalna mieszanka.  JOANNA DEAD to ostatnia wersja DEADLOCKA, ale już po tragicznej śmierci Rudego Maćka (spadł z ‘Falowca’).  Na gitarach grali: Siemak (który potem grał w SZELEŚCIE SPADAJĄCYCH PAPIERKÓW) i (wspomniany już wcześniej) Cent, który zastąpił Maćka (Rudego) – również na wokalu.  Na saksofonie grał Siwy, który później dołączył do SZELESTU SPADAJĄCYCH PAPIERKÓW).  Jednym z ważniejszych utworów wykonywanych przez JOANNĘ DEAD był buntowniczy (czy, jak się wtedy mówiło – wywrotowy) „Fri” ze swoistym mottem Brechta – „Jeśli jutro miałoby być takie jak dziś, jesteśmy zgubieni.” Cent śpiewał tam wtedy: „Wybiła godzina - wielka chwila.  Czas zaczynać, coś zaczynać. Och, starczy morderstw.  Och, więcej światła, więcej powietrza, trochę prawdy i trochę ciepła.”  PANCERNE ROWERY znajdowały się wtedy w szczytowym okresie industrialnej awangardy.  Obok klasycznie rockowych instrumentów (jak gitary elektryczne, czy perkusja), zespół używał klasycznie nierockowych (jak fortepian, ksylofon, wiolonczela, saksofon, trąbka, waltornia, czy flet) oraz taśm z mechanicznymi rytmami.  Eksperymentował wtedy dźwiękowo z zespołem Darek, student Akademii Muzycznej w Gdańsku i śpiewała absolutnie (i cudownie) szalona Malwina.  Wśród ‘industrialnych’ utworów, była „Biała Afryka” (z prowokacyjnymi cytatami z „Manifestu Komunistycznego” Karola Marksa, które wyjaśniały, jak zostaliśmy niewolnikami przemysłowej maszyny).  DZIECI KAPITANA KLOSSA to sopocka, punkowa grupa gitarzysty i wokalisty Olafa, ze wspomnianą już Lidką na perkusji.  Olaf w jednym z wywiadów stwierdził, że najlepszym stylem do wyrażenia ich buntu był punk.  „Wszyscy byliśmy maksymalnie zbuntowani, a ciężko jest śpiewać ballady o tym, że jest się zbuntowanym.  Najprościej było to wykrzyczeć i zdaje mi się, że najbardziej adekwatnym środkiem wyrazu tego buntu jest krzyk i głośne granie. Niekoniecznie właśnie uładnione. Wręcz przeciwnie, ubrzydzone na maksa."  Mimo, że już wkrótce, ich utwór „Pieśń o bohaterze”, sławiący dokonania filmowego super-szpiega Hansa Klossa, zajmował pierwsze miejsce na liście przebojów Rozgłośni Harcerskiej (Polskiego Radia), najlepszym ich kawałkiem (jak sądzę) była „Sopocka plaża”, wyrażający bunt przeciwko zbrodniczemu zatruwaniu ściekami Zatoki Gdańskiej.  BIELIZNA GOERINGA, z nazwy której z czasem odpadła druga część, wskutek zbytniej i niezbyt pożądanej przez zespół, poufałości ze strony załóg skórzanych głów (czyli skinheadów) to kapela, której wokalista (i frontman) Jarek, o pseudonimie Inżynier, w sposób fantastycznie naturalny, prosty i komunikatywny, opowiadał o codziennej, zwykłej (a jednocześnie tak wariacko niezwykłej) rzeczywistości.  W prostej, rytmicznej muzyce, wyczuwało się bałkańskie nuty jugosłowiańskiej nowej fali.  BIELIZNA była (jest i będzie) jednym z najlepszych w tych czasach przykładów wnikliwej, mądrej i zaangażowanej poezji (rockendrolowo) śpiewanej.  APTEKA (czyli inaczej DRUGSTORE) założona w 1983 roku przez Kodyma, po odejściu z PANCERNYCH ROWERÓW, poleciała w stronę improwizowanej, transowej muzyki gitarowej.  Na basie grał Błasiu, a na perkusji już wkrótce zaczął fajnie pukać Wanat.  Ducha tamtych czasów świetnie oddał tekst utworu „Rebelia”: „Wszyscy idziemy, ciągle do przodu, bo wszystko w koło, wiecznie zmienia się.  Ci, co zostali - nie ma już ich między nami…   My niezależni, niezależni.”  MEVA, to chłodna Nowa Fala, podobna do późniejszych produkcji U2. LOS PIRANAS DEL BALTICO to była kolejna beatnicka kapela Hessego, po KREDKACH i POLISH CHAM.  Lecieli wesołego rock’n’rolla, a Hesse grał na gitarze i śpiewał, głównie po angielsku.  Chyba ich jedyny polski tekst, to była stara piosenka o Bikiniarzach (czyli polskich Beatnikach z lat 50tych), która w swej prostocie pokazywała, że w tym państwie czas się zatrzymał (czyli inaczej – w ogóle nie podążał ku przyszłości): „Bikiniarze, to są ludzie tacy, co chromolą dyscyplinę pracy. Ludowa władza do pierdla ich wsadza, a oni śpiewają.  La la la…”  Kiedyś, podczas bikiniarskich koncertów, nad głowami publiki fruwały marynary – teraz wyrastał las magnetofonów kasetowych.  W ten sposób publiczność rekompensowała sobie brak takiej niezależnej muzyki w sklepach i w radiu.  Nagania te, choć fatalnej jakości, krążyły później po całym kraju, przegrywane z kasety na kasetę.  Dziś można znaleźć sporo tej niezależnej kasetowej polskiej muzyki w Internecie.  Z braku nagrań studyjnych i wydań płytowych stanowi ona jedyny i autentyczny zapis polskiej, niezależnej, podziemnej muzyki lat 80tych.  Najpiękniejszy dla mnie jest fakt, że ta muzyka nigdy nie stała się towarem, produkowanym i sprzedawanym przez spragnionych zysku biznesmenów, a zespoły zawsze miały kontrolę nad ‘emisją’ swojej sztuki.


Wkrótce potem nastąpiła eksplozja wspaniałych koncertów we wszystkich klubach studenckich Trójmiasta.  Okazało się, że bardzo dużo młodych ludzi pragnie i potrzebuje takiej niezależnej muzyki.  Na tych koncertach były już ‘tłumy’ – od 200 do 400 osób.  Układ był prosty: zespoły grały za przysłowiową skrzynkę piwa i możliwość wpuszczenia za darmo określonej grupy swoich znajomych.    Szefowie klubów zarabiali kasę, a my  cieszyliśmy się jak dzieci, mogąc się spotkać artystycznie ze znajomymi w fajnym miejscu.  Dzięki takiemu układowi, Załoga zawsze wchodziła na nasze koncerty za friko – byli naszymi gośćmi.  To była piękna, kontynuowana od podziemia, tradycja.  Wciąż byliśmy razem.  Naturalną koleją rzeczy, coraz więcej osób chciało się do nas przyłączyć.  Po 1983 roku, do Załogi dołączyły trzy nowe kapele: PO PROSTU, DZIECI KAPITANA KLOSSA i KONWENT A (nazwa tego zespołu nawiązywała do wolnościowej, ale i antykomunistycznej rady utworzonej przez Piłsudskiego w 1915 roku przez co Cenzura zabroniła dodawać do nazwy zespołu literę ‘A’ w różnego typu publikacjach).  Co ciekawe, w obu ostatnich zespołach występowały dziewczyny – Lidka, grająca na perkusji w DKK i Żaneta, wokalistka w KONWENCIE A.  Obok genialnej Malwiny z PANCERNYCH ROWERÓW były to jedne z pierwszych dziewczyn grających wtedy w punkowych kapelach w naszym kraju. 

 

Za wolność waszą i naszą 

Na przełomie sierpnia i września 1985 roku, odbyła się pierwsza, pełna prezentacja Alternatywnej Sceny poza Trójmiastem.  Głównym jej inicjatorem i organizatorem był Waldek Rudziecki.  Podczas trzydniowego Przeglądu Muzyki Alternatywnej i Awangardy Rockowej „Poza Kontrolą”, zorganizowanego w Warszawie (po przeniesieniu z Torunia)), przez Agencję Rock Front Grześka Brzozowicza, prezentującego 50 zespołów z całej Polski, cała jedna doba należała do zespołów z Trójmiasta.  Wielogodzinny koncert, pod nazwą „Północny Wiatr”, prezentujący różnorodną muzykę, w przyjemnej, przyjacielskiej atmosferze wspólnej zabawy, został uznany za wyjątkowe wydarzenie.  BÓM WAKACJE W RZYMIE otrzymał propozycję z Tonpressu wydania singla, a PANCERNE ROWERY uznano za najlepszy zespół awangardowy (jurorem był znawca tematu, Henryk Palczewski – ówczesny odpowiednik Rafała Księżyka).  Alternatywna Scena zaistniała po raz pierwszy medialnie w skali całego kraju dzięki sporej ilości artykułów, które ukazały się po festiwalu.  Ich autorzy zachwycali się nie tylko niezależną muzyką z Trójmiasta, lecz również pewną magiczną więzią, która istniała pomiędzy zespołami, pomimo tak wielkich różnic stylistycznych i wydawałoby się – ideowych.  Ukazał się również pierwszy artykuł w prasie zagranicznej, napisany przez Henia Palczewskiego, dla japońskiego magazynu muzycznego, zajmującego się muzyką awangardową.  W rubryce „From the Word Scene – Poland” autor, obok takich awangardowych polskich wykonawców jak ROMUALD I ROMAN, DŻAMBLE, MAREK GRECHUTA, SBB i OSJAN oraz współczesnych, jak REPORTAŻ, RADIO WARSZAWA i ORKIESTRA ÓSMEGO DNIA, umieścił w tym panteonie sław również dwie grupy z Trójmiasta: PANCERNE ROWERY i SZELEST SPADAJĄCYCH PAPIERKÓW. 

 

Bóm Wakacje w Rzymie
 

Okładka singla (awers i rewers) „Bóm Wakacje w Rzymie” 1986 (projekt graficzny; Jarosław Wróbel)

Pod pretekstem nieortograficzności, cenzura ‘wycięła’ z nazwy zespołu słowo ‘Bóm’ interpretując je jako ‘wywrotowe’.


Po wielkim sukcesie Trójmiejskiej Alternatywnej Sceny na festiwalu „Poza Kontrolą” w Warszawie, postanowiliśmy organizować w Trójmieście, wspólnie z MCK, dwa festiwale w ciągu roku; jeden w zimie i jeden w lecie.  Niezmiennym rdzeniem nazwy festiwalu, który każdorazowo byłby rozbudowywany o jakiś indywidualny wyróżnik, miała być „Nowa Scena”.  Słowo ‘alternatywa’ traciło już wtedy swoje mocne (i progresywne) znaczenie, skoro już prawie wszyscy w tym kraju chcieli być alternatywni, a wokół jak przysłowiowe grzyby po deszczu, zaczęły wyrastać wciąż nowe, alternatywne sceny (jak np. Gliwicka Scena Alternatywna).  W latach 1986-1989 odbyło się w Trójmieście osiem festiwali „Nowa Scena”, dających możliwości prezentacji niezależnych kapel zarówno z Trójmiasta, jak również z kraju i z zagranicy – tej ‘zblokowanej’ po wschodniej, jak i zachodniej stronie ‘berlińskiego muru’.  Ze Wschodu grały tu kapele z ZSRR, Czechosłowacji,  Węgier, Litwy i Łotwy (jeszcze jako republiki ZSRR).  Lider zespołu FOJE, zaraz po wejściu na scenę, zastrzegł jednak wyraźnie (żeby było jasne), że są z Litwy, a nie ze Związku Radzieckiego.  Z Zachodu grały niezależne kapele ze Szwecji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwajcarii, Niemiec Zachodnich i Berlina Zachodniego.  Swoistymi ‘gwiazdami’ światowej sceny niezależnej były słynne CRIME AND THE CITY SOLUTION (Australia, Niemcy) oraz zyskujące sławę THE SWANS i COPERNICUS (ze Stanów Zjednoczonych).  Zimowe edycje Nowej Sceny odbywały się w Gdyni, w hali Zakładowego Domu Kultury Morskiego Portu Handlowego, lub Domu Kultury „Kolejarz” natomiast letnie festiwale miały miejsce w Sopocie, w nieistniejącym już Teatrze Letnim oraz Operze Letniej.   Patronat nad Nową Sceną objęła Rozgłośnia Harcerska Polskiego Radia (polski independent), a wśród prowadzących byli: Bożena Sitek i Paweł Sito z Rozgłośni Harcerskiej, Hirek Wrona z Polskiego Radia oraz Grzegorz Miecugow z Telewizji Polskiej. Przy naszych festiwalach kręcił się również Kuba Wojewódzki, pisząc przy okazji do prasy muzycznej o różnych zespołach z Trójmiasta. O potrzebie polskiej młodzieży uczestnictwa w takim skrawku niezależnej ‘sfery publicznej’ w Polsce świadczy fragment artykułu poświęcony pierwszej „Nowej Scenie” pod hasłem „Zlot Cynicznej Młodzieży Ery Atomowej”, która odbyła się na początku lutego 1986 roku w Gdyni, w hali Zakładowego Domu Kultury Morskiego Portu Handlowego.  Mróz tej zimy dochodził do –15 stopni.  Znaczna część kilkusetosobowej grupy młodzieży, która przyjechała do Gdyni z całej Polski, spędziła dwie noce na dworcu.  Jak donosił ludowi Dziennik Bałtycki (22/23 lutego 1986): „Uprzedzeni o wszystkim milicjanci, nie wypędzają ich na mróz.  Trzeba mieć ogromne samozaparcie, wytrzymując ziąb, niewygody i głód – tylko po to, aby posłuchać swej ulubionej muzyki.”

 

Na początku 1987 roku, wspaniałym koncertem z UNRRĄ oraz legendą europejskiego punkowego podziemia THE EX z Holandii, zakończył granie punkrockowy KONWENT.  Powodem było powołanie do wojska trzech członków zespołu.  Ostatni się uratował.  Miał tak pochlastaną rękę, że armia mu podziękowała, mając go za wariata, któremu niebezpiecznie dać broń.  Wkrótce potem, Żaneta, wokalistka zespołu, uciekła do Amsterdamu.  Wiele osób było zszokowanych faktem, że punki zostaną żołnierzami, szczególnie w państwie, które mogło ich użyć do pacyfikacji strajków i demonstracji.  Jakże dramatycznie brzmiał w tej sytuacji fragment tekstu ich utworu „Czerwień i biel”: „Czerwony, jak krew – krew, która leje się w biały dzień.  Musisz zastrzelić wroga ustroju – wykonać rozkaz w imię pokoju.”

 

‘Bezpieczny’ festiwal

 

W latach 1980-tych, najbardziej masowym forum muzyki niezależnej w Polsce (a nawet w całym Bloku Wschodnim) był plakacik (formatu A3) Alternatywnej Sceny na festiwal w Jarocinie (projekt graficzny: Roman Sebastyański) – 1986 rokFestiwal w Jarocinie, zwany polskim Woodstock, stworzony w 1980 roku przez Waltera Chełstowskiego.   Jak podaje Wikipedia: „Za czasów PRL był rodzajem odskoczni od szarej rzeczywistości i oazą wolności, choć wielu uważało, że jest to celowo zorganizowany przez władze rodzaj ‘wentylu bezpieczeństwa’ dla sfrustrowanych nastolatków. … Po raz pierwszy w 1980 roku pojawił się zespół punkowy – NOCNE SZCZURY [z Władysławowa].”  O sugerowanych powyżej powiązaniach organizatorów Festiwalu z bezpieką może świadczyć fakt, że odbył się on również w niezmienionej formie w Stanie Wojennym (pomimo odwołania wszystkich innych festiwali, w tym w Opolu i Sopocie), prezentując wyjątkowo dużo ostrych zespołów punkowych i nowofalowych.  Zadziwiało również zainteresowanie imprezą Telewizji Polskiej.  Wciąż wzrastająca publiczność wymusiła przeniesienie Festiwalu w 1983 roku z amfiteatru na jarociński stadion.  Od tego czasu, jak podaje Wikipedia, zainteresowanie Festiwalem ze strony Służby Bezpieczeństwa systematycznie wzrastało. 

W 1985 roku, w gronie 10 laureatów, znalazły się trójmiejskie DZIECI KAPITANA KLOSSA.  Nadszedł czas, kiedy coraz bardziej znana (i ceniona) Trójmiejska Scena Alternatywna nie mogła zignorować największego w Polsce forum muzycznego przekazu – postawiła (tradycyjnie) tylko jeden warunek – nie interesują nas muzyczne zawody, ani żadne nagrody – chcemy zagrać poza konkursem, ale jako jedność (w wielości) – Trójmiejska Scena Alternatywna.  W tym czasie Walter Chełstowski, do którego większość kapel przychodziła na kolanach, licząc, że jego łaska w ferowaniu konkursowych wyroków, będzie przepustką do kariery w PRLowskim szołbiznesie nie mógł już zignorować tego silnego ‘wiatru z północy’.  Ostatecznie zgodził się na 8 kapel, w jednym bloku, ale tylko na małej scenie amfiteatru – od godziny 10 rano!  Granie muzyki o tej porze, to było wyzwanie na miarę kapel znad morza…  Przyjechały: APTEKA, PO PROSTU, BIELIZNA, CALL SYSTEM, ZU ZU, KONWENT, PANCERNE ROWERY i HI HAT.

 

Muszla jarocińskiego amfiteatru świetnie pasowała do klimatu naszego koncertu.  Było wczesne, słoneczne przedpołudnie.  Na widowni może z 1000 osób.  Pełen luz…  Ludzie stoją, siedzą, leżą, tańczą, przytulają się, całują – atmosfera jak z kampusu amerykańskiego uniwersytetu lat 60tych.  Wszystko jest takie proste i bezpośrednie – prawie, jak w ‘Tropsie’, gdy zaczynaliśmy (publiczne) granie w 1981 roku.  Nie ma ciemności, skrywających widownię i błyskających reflektorów w stronę sceny.  Bariera między nami, a publicznością nie istnieje.  Ten swoisty luz muzycznego pikniku, udziela się wszystkim kapelom.  Przede wszystkim jest fantastyczny kontakt z publicznością, która czuje, że tu nie ma ściemy, że to wszystko jest prawdziwe i uczciwe.

 

Pozytywne reakcje publiczności spowodowały, że dwóm kapelom – APTECE i PANCERNYM ROWEROM pozwolono zagrać na dużej scenie, czyli na stadionie, co prawda, około czwartej nad ranem, ale i tak był szok oraz niespodziewana i niesamowita przygoda…  Granie dla kilkunastu tysięcy ludzi spragnionych alternatywnego, muzycznego przekazu – o tym nikt z nas wcześniej nawet nie marzył (choć czuliśmy, że zostaniemy ‘namierzeni’ już nie tylko przez UBecję z Wybrzeża, ale z samej Centrali)!  A tak na marginesie…  Zadziwiający i zastanawiający jest fakt totalnego pominięcia opisanego przeze mnie występu Trójmiejskiej Alternatywnej Sceny na festiwalu w Jarocinie 86 (jak również rok później – już jako ‘gwiazdy’), w oficjalnej historii Festiwalu w Jarocinie na stronach Wikipedii  Może zaważył o tym incydent z gdyńskim zespołem thrash metalowym HEKTOR, który na koncercie w Słupsku zagrał tak dobrze, że publika nie chciała już słuchać drugiej kapeli, którą było TURBO.  Spowodowało to konflikt z menadżerem tej grupy (i jednocześnie nieformalnym dyrektorem metalu na Polskę i kraje ościenne), którego efektem (na zasadzie skomplikowanych zależności i układów) było wykreślnie HEKTORA z listy Trójmiejskich kapel, zgłoszonych do występu, jako zwarty blok Alternatywnej Sceny, na festiwalu w Jarocinie ‘88.  Na znak protestu przeciwko takim praktykom, cała Alternatywna Scena, solidarnie zrezygnowała z udziału w tej zmanipulowanej imprezie. 

 

Tolerancja różno-wolności


Muzyka alternatywna, niezależna oraz swoista kultura z tym związana, zaczęła się robić coraz bardziej widoczna w PRLu.  Z szarego, monotonnego tłumu młodych ludzi, coraz częściej wyrywały się kolorowe grupki młodzieży związanej z określonym stylem muzycznym (np. rastafarianie, metalowcy), czy ideowością (np. buddyści).  Co ciekawe, młodzi ludzie pragnęli tej różnorodności, nie alienowali się w swoich subkulturach, lecz wprost przeciwnie, garnęli do siebie nawzajem, jakby chcąc wspólnie nakarmić swe oczy, uszy (i dusze) tym różnorodnym kalejdoskopem barw i dźwięków i idei.  W tej jedności w wielości rodziła się tolerancja, szacunek i co więcej, ciekawość innego.  Podczas gdy większość ówczesnych festiwali była monostylistyczna (rockowa, lub bluesowa, lub metalowa itp.), a łączenie muzycznych subkultur w Jarocinie najczęściej kończyło się ideologicznymi bójkami (skinheadów z punkami i rastafarianami itd.), festiwale w Trójmieście były oazą radosnej, wspólnej zabawy.  Rozpoczął się krach monostylistycznych festiwali i dynamiczny rozwój eklektycznej alternatywy.  Coraz więcej pisało się w polskiej prasie o tym fenomenie alternatywnego Trójmiasta.  Piotr Majewski, w Magazynie Muzycznym (9/87) ze zdziwieniem (i niedowierzaniem) stwierdzał, że w odróżnieniu od innych festiwali, w Trójmieście „można zobaczyć punków tańczących reggae, albo miłośników Sztywnego Pala Azji rozbawionych awangardowym jazzem.”  Mimo bardzo szerokiego (i imponującego), stylistycznego spektrum nie wyczuwało się wzajemnej agresji poszczególnych frakcji.  Dodatkowo, pomimo potocznego mitu o rzekomych ogromnych różnicach pomiędzy publicznością np. krakowską, warszawską, śląską itp., wielotysięczna publiczność, złożona z fanów z całej Polski, reagowała żywiołowo i spontanicznie w zadziwiająco jednomyślny sposób.  Trójmiejska Nowa Scena rosła w siłę.  Wciąż konsekwentnie realizowaliśmy nasz pierwotny zamysł otwarcia naszego festiwalu dla każdej (dobrej) muzyki.  W 1988 roku, pisaliśmy w notatce prasowej – „Chcemy uświadomić wszystkim, że największą siłą muzyki jest różnorodność stylów.  Chodzi nam również o tolerancję.  Z tych też względów w jednym koncercie wystąpią grupy reprezentujące różne gatunki muzyczne.  Chcielibyśmy aby fani poszczególnych grup stali się fanami muzyki w ogóle, albowiem muzyka dzieli się tylko na dobrą i złą.”  Trójmiejska “Nowa Scena” rozrosła się od 1986 roku o wiele nowych kapel: BURDOK, DŻEZZ OBSKURA, EMU, GALAGO, GARDEN PARTY, GOLDEN LIFE, HELLO, MIRIAM, MERILIN MONROE, NO LIMITS, OLAF MELLER, SHE, SZE-SZE, TOP SECRET i UNRRA, z których każda grała inną, oryginalną muzykę.  Jerzy Piskorzyński tak opisał w Wieczorze Wybrzeża (10.02.1988) atmosferę wolności Nowej Sceny (jakiej dziś trudno legalnie, w tym kraju, doświadczyć): „Nadkomplety publiczności, wysprzedane wszystkie bilety, zainteresowanie prasy centralnej i lokalnej, wszystko to potwierdziło, że istnieje popyt na ‘młodą muzykę’.  Wokół panuje niesamowity ścisk i duchota.  W powietrzu czuje się zapach papierosów i palonej trawki.”  

 

Kosmopolici

 

Jednym z efektów występu PANCERNYCH ROWERÓW na festiwalu muzyki awangardowej „Poza Kontrolą” w Warszawie w 1985 roku, było zaproszenie zespołu, wspólnie z warszawską, awangardową formacją FAMILIA RADIO WARSZAWA, na festiwal muzyki niezależnej w Hanowerze oraz kilka koncertów w Zagłębiu Ruhry, jak również wspólne, z dwoma kapelami niemieckimi, warsztaty muzyczne.  RADIO WARSZAWA była już wtedy uznaną, międzynarodową formacją, prowadzoną przez Jugosłowianina Libero, absolwenta warszawskiej ASP.  Ich sceniczne występy były multimedialnymi spektaklami, łączącymi futurystycznie i dadaistycznie muzykę, plastykę i taniec z rewią, kabaretem i teatrem absurdu.


plakat PANCERNYCH ROVERÓW
pierwszy plakat PANCERNYCH ROVERÓW z koncertów na Zachodzie (projekt graficzny Libero) – 1987

Załatwianie wszystkich formalności oraz otrzymanie paszportów na ‘kraje zachodnie’ trwało prawie rok.  Wyjechaliśmy w sierpniu 1986 roku.  W zachodnich Niemczech wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie.  W wywiadach dla prasy, rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych ciągle opowiadaliśmy, jak nam się żyje za ‘żelazną kurtyną’.  Byliśmy zszokowani, jak mało oni wiedzieli o nas, zwłaszcza przy założeniu (które musieliśmy wtedy poważnie zweryfikować), że blokada informatyczna miała być po naszej stronie ‘berlińskiego muru’.  Ciekawe było również to, że gdy nas państwo gnębiło za niezależność i rodzącą się z niej siłę, tam państwo niezależność wspierało za słabość w konfrontacji rynkowym kapitalizmem.  Paradoksalnie, tak jak my chcieliśmy się wyrwać na Zachód, który oferował porządne instrumenty i studia nagrań, oni marzyli o koncertach na Wschodzie, który jawił im się, jako oaza ‘wolnego’ (od kapitalistycznej opresji) przekazu, a ludzie mogli słuchać masowo niezależnej muzyki, ‘bez cenzury’ i nacisków potężnych koncernów muzycznych, które od rana do nocy (na każdy możliwy sposób) prały im mózgi, reklamując swoją muzykę, jako najlepszy do kupienia produkt (wypierając tym samym słabszych i bardziej awangardowych).

 

Wkrótce PANCERNE ROVERY, wraz z APTEKĄ zagrały na Kreuzbergu (najbardziej artystycznej dzielnicy) w Berlinie Zachodnim. Potem PANCERNE pojechały na trasę koncertową do Holandii, a APTEKA do Szwajcarii oraz Związku Radzieckiego.  W ZSRR grała również bluesowa KANADA.   W lipcu 1989 roku, w gdańskim „Żaku” odbyły się „Ukraińskie Noce”, czyli muzyczne spotkania ukraińskiego i trójmiejskiego muzycznego podziemia.  Z Kijowa przyjechały następujące formacje: ASESOR, BRACIA HADIJUKINOWIE i WE WE.  Trójmiasto reprezentowały PANCERNE ROWERY i SZELEST SPADAJACYCH PAPIERKÓW.  Jak napisał w Wieczorze Wybrzeża (6.07.1989) Jerzy Piskorzyński: „… znakomity, kolejny zresztą, po występie w ramach Nowej Sceny set zagrały PANCERNE ROWERY, przy okazji Ukraińskich Nocy przemianowane na PANCERNE TRYZUBY.”  W 1990 roku, na I Międzynarodowym Festiwalu Żeńskich Grup Rockowych „Miss Rock Europa” w Kijowie, całkowicie żeński kwartet OCZI CZIORNE otrzymał tytuł najlepszej grupy.  Na nasze festiwale Nowa Scena, zaczęliśmy zapraszać kapele z Westu, które później, razem z naszymi, ruszyły dalej na wschód.  Trójmiasto było miejscem, gdzie spotykał się niezależny zachód z niezależnym wschodem.  Jednym z niezależnych zespołów ze Związku Radzieckiego był DŻUNGLI z Leningradu (obecnie Sankt Petersburg), a z zachodu CRIME AND THE CITY SOLUTION (Niemcy, Australia). 

 

W październiku 1988 roku, Waldek Rudziecki pojechał do Berlina, który tego roku był Europejską Stolicą Kultury, na Berlin Independence Days (BID), największe w Europie spotkanie, poświęcone niezależnej kulturze muzycznej.  Wzięło w nich udział ponad 300 firm z 15 krajów (od maleńkich i nieznanych, aż po duże i renomowane, jak Rounders i Rough Trade) oraz krajowe i międzynarodowe organizacje zrzeszające ‘indies’.  W Magazynie Muzycznym (11/1988) Waldek Rudziecki relacjonował: „Problemy na Zachodzie, w gruncie rzeczy, niczym nie różnią się od problemów w Polsce.  Zainteresowanie polskim rynkiem jest duże.  Nie wynika to jednak z sentymentów, tylko z tego, że tutaj mieszka 36 milionów ludzi.  Na pewno nasza muzyka nie będzie miała szans na Zachodzie, jeżeli nie stworzymy u siebie profesjonalnego rynku.  Zalążki tego rynku już są, są jego podstawowe elementy.  Uważam, że polska muzyka ma takie same szanse, jak każda inna.  Konieczne jest tylko zrozumienie zasad funkcjonowania rynku, konieczne są kontakty.  Największą tragedią naszego rynku jest brak powiązania zespołów z wytwórniami, które by je promowały.  Nie widzę problemu, żeby małe firmy połączyły siły i zbudowały własną tłocznię.  Z pewnością trudno będzie wbić się w istniejące układy.  W związku z tym proponuję tworzyć własne układy.  Nie ma co czekać.  Następne takie spotkanie odbędzie się w przyszłym roku, po raz dziesiąty w Nowym Jorku [tu Waldek podał kontakt do New Music Seminar] oraz w Berlinie [tu Waldek podał kontakt do BID].”

 

Nową Scenę ’88 filmowały dwie ekipy telewizyjne z Zachodu.  Z Polski – żadna.  STUD!O K7 z Berlina Zachodniego dołączyło film dokumentalny o sopockiej Nowej Scenie (z wywiadami z BIELIZNĄ, TELEWIZOREM, PANCERNYMI ROVERAMI, OCZI CZIORNE, BOOM OPERATORS i CRIME AND THE CITY SOLUTION) do swej serii dokumentów poświęconej europejskiej niezależnej scenie muzycznej, prezentującej, między innymi: 2 i 3 Atonal Festivals (’83 i ’84) z fragmentami koncertów takich awangardowych zespołów jak: Z’EW, LENINGRAD SANDWICH, LA LOORA, PSYCHIC TV, TEST DEPARTMENT, CODE PUBLIC, MINUS DELTA T i KING OF THERAPY, Kings of Independence (Hamburg, ’87) z zespołami: THE SWANS, NICK CAVE AND THE BAD SEEDS i CRIME AND THE CITY SOLUTION oraz Berlin Independence Days ’88, gdzie w klubach „Loft” i „Metropol” zarejestrowano koncerty prawie 30 kapel.  Trójmiejska Scena Alternatywna należała do światowej, niezależnej pierwszej ligi. 

Atak na Centralę

 

VI Festiwal – Nowa Scena „Nowa Świadomość”, który odbył się pod koniec czerwca 1988 roku był świadomym i konsekwentnym atakiem na Warszawę – nie na zespoły tam działające i ich muzykę, lecz na panujące tam układy i przenikający całą Polskę, warszawski, biurokratyczny centralizm.  W festiwalowym ogłoszeniu i notatce prasowej zwracaliśmy uwagę, że środki masowego przekazu (prasa, radio, telewizja, wytwórnie płytowe itp.) opanowane są przez warszawskie układy, które sprytnie wykorzystują swoją monopolistyczną potęgę.  Notatkę kończył tradycyjny apel – „Tę sytuację możemy zmienić tylko przy pomocy konsekwentnego działania i walki.  Kolejnym naszym festiwalem Nowa Scena chcemy udowodnić, że możemy to wszystko zmienić.  Zespoły z Trójmiasta udowodniły, że jest to możliwe i realne.  Namawiamy inne ośrodki do wspólnego działania, do tworzenia rynku i festiwali.  Wszystkim chętnym udostępniamy kontakty, doświadczenia.”  Festiwal – „Nowa Świadomość” udowodnił, że istnie możliwość, żeby zacząć tworzyć nie tylko nową, alternatywną, ale i całkowicie niezależną od układów wielkich wytwórni, scenę muzyczną.  W ciągu dwóch dni w sopockim Teatrze Letnim oraz Operze Letniej wystąpiło łącznie 30 zespołów, z czego aż 8 z zagranicy (w tym CRIME AND THE CITY SOLUTION z Berlina Zachodniego oraz SWANS i COPERNICUS z Nowego Jorku).  Festiwal prowadził Hirek Wrona z Polskiego Radia.  Non Stop (09/88) napisał po Festiwalu: „Muzyczne Trójmiasto jest najbardziej progresywnym środowiskiem muzycznym w kraju.  Tutaj bardzo otwarcie i szeroko patrzy się na muzykę.” 

 

Miras Soliwoda, w Świecie Młodych (1988) pozytywnie podsumowywał działalność Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej: „Cztery dotychczasowe festiwale Nowa Scena, należały do najważniejszych i najciekawszych, spośród licznych przeglądów rockowych. […]  MCK w Gdyni nie musi wychodzić poza własne podwórko, bo nie znajdzie tam nic ciekawego.  Od paru już lat wszystko, co najwartościowsze w młodym polskim rocku, przychodzi znad morza i MCK najlepiej spełni swą funkcję promocyjną wówczas, gdy zespołów z Gdańska i okolic będziemy mogli w końcu słuchać z płyt.  Wspólną cechą ich wszystkich jest bowiem ciągła świeżość pomysłów, nie zasklepiających się w ścisłych ramkach gatunkowych oraz bezkompromisowość w ich realizowaniu.  Bez oglądania się na gusta panów z radia i z firm płytowych.  A to bardzo dużo jak na nasz schorowany i zakompleksiony rynek rockowy.” 

 

W 1988 roku, MCK załatwiło mini sesje nagraniowe w studiu Radia Gdańsk.  Osiem kapel Alternatywnej Sceny; PANCERNE ROWERY, ROCKA’S DELIGHT, CALL SYSTEM, PO PROSTU, BIELIZNA, APTEKA, UNRRA i SAKE, nagrało po 2-3 numery, z których miała zostać wydana płyta.  Jeszcze przed jej wydaniem, nagrania te były emitowane w Rozgłośni Harcerskiej (polski independent), a utwór PANCERNYCH ROWERÓW „Nikt nam nie weźmie młodości” ze świetnym, buntowniczym tekstem CZERWONYCH GITAR, autorstwa Marka Gaszyńskiego, przez kilka tygodni był nawet na pierwszym miejscu listy przebojów tej rozgłośni.  Składanka nagranych w gdańskim studio utworów 8 alternatywnych kapel z Trójmiasta, została wydana w 1989 roku na płycie winylowej „Gdynia” przez wytwórnię Tonpress.  Jest ona (jak dotąd), obok dwóch składanek na kasetach; ”Fala 1” i ”Fala2” jedynym oficjalnym wydaniem muzyki Trójmiejskiej Alternatywnej Sceny.


Gdynia
okładka płyty winylowej „Gdynia” z charakterystycznym dla tego miasta trajtkiem (projekt graficzny: Borys Czernichowski) – 1989

Sądzę, że Trójmiejska Scena Alternatywna była najsilniejszym ruchem artystycznym w ówczesnej Polsce (ludowej), który zmienił świadomość tysięcy młodych Polek i Polaków, pokazując jak należy brać kontrolę nad swoją rzeczywistością we własne ręce oraz myśleć i działać niezależnie od oficjalnego systemu.  Mówi się potocznie, że niezależna muzyka w PRLu – od jazzu lat 1950tych, poprzez rock and roll lat 1960tych, a skończywszy na punk rocku lat 1980tych, rozwaliły ‘Komunę’.  Sądzę jednak, że lata 80te były pod tym względem najbardziej radykalne, tworząc podwaliny prawdziwie niezależnej sceny muzycznej, a Trójmiejska Scena Alternatywna była częścią owego wielkiego, fantastycznego zachwytu Zachodu naszym krajem i oazą prawdziwej wolności.  Wiara, odwaga i determinacja z jaką polska młodzież rzuciła się do przejmowania po ‘komunistach’ politycznej i gospodarczej sfery publicznej po 1989 roku była w dużym stopniu zasługą inspiracji i przykładu, jaki dała Trójmiejska Alternatywa.

 

 

Roman Sebastyański
roman@3miasto.info

 

 

Autor był współzałożycielem i liderem Pancernych Rowerów (1981-1989) oraz jednym ze współtwórców i działaczy Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej.  W latach 2002-2007 był inicjatorem i współorganizatorem Kolonii Artystów w Stoczni Gdańskiej.  Obecnie pisze doktorat o transformacyjnym potencjale sztuki publicznej.
 

Pobierz cały artykuł w PDF

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
  • Polish
  • English

 Najbliższe koncerty:



Asia i Koty & B. Wołyniec
9.IX Sopot, Papryka

Prawatt
16.IX Gdańsk, PDT

Towary Zastępcze
22.IX Gdańsk, Santa Fe Burito
23.IX Gorzów Wlkp.
24.IX Berlin
25.IX Leipzig

Marla Cinger
25.IX Sopot, Papryka

więcej:


Nadchodzące płyty:



Folder - Hello EP