|
Oczywiście Nasiono to nie żaden biznes, a Schwarz to nie szef firmy tylko zwykły majster. Ale dziękujemy Przemkowi za miłe słowa i uznanie. Dziękujemy:) Najbardziej rodzinny biznes kulturalny: wytwórnia Nasiono Records - niewielkie trójmiejskie wydawnictwo, specjalizujące się w przygotowywaniu płyt lokalnych zespołów alternatywnych. W tym roku do pęczniejącego coraz bardziej katalogu tej oficyny dopisać można było najnowsze dzieła takich zespołów jak m.in.: Folder, Karol Schwarz All Stars czy Kiev Office. Ale najważniejsze jest to, że szefowi firmy Karolowi Schwarzowi udało się nagrywających pod szyldem Nasiona muzyków zintegrować: spotykają się ze sobą, grają wspólne koncerty i pomagają sobie nawzajem. I wszyscy nieodmiennie obnoszą się wszędzie z koszulkami z charakterystycznym logo swojej wytwórni. Przemysław Gulda, Gazeta wyborcza przeczytaj cały artykuł
Zdaniem Przemysława Guldy: The Best of Trójmiasto 2009
Dość już tradycyjnych zestawień najważniejszych wydarzeń roku. Zamiast tego przygotowałem zupełnie subiektywną listę zjawisk, miejsc i osób, które najdłużej zostaną mi w pamięci Gdańsk, piątek 4 grudnia 2009. Projekcja przygotowana przez Sigrid Sandmann na budynku na terenie Wyspy Spichrzów,w ramach festiwalu Narracje Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta Gdańsk, piątek 4 grudnia 2009. Projekcja przygotowana przez Sigrid Sandmann na... Nienawidzę końcówki roku. Jest oczywiście kilka powodów, a jednym z nich jest konieczność podsumowywania upływających dwunastu miesięcy. Z każdej strony przychodzą kolejne zadania: płyty roku, najciekawsze debiuty, najważniejsze wydarzenia. Już sam wybór propozycji lekko mnie przeraża, a kiedy jeszcze trzeba ułożyć je w jakiejś kolejności, bezsilność zaczyna brać górę nad koniecznością spełnienia dziennikarskich obowiązków. Tym razem postanowiłem więc podsumować kończący się rok w inny sposób. Żadnych zestawień, żadnych list, żadnych rankingów. To czysto subiektywny wybór zdarzeń, miejsc, zjawisk i osób, które zrobiły na mnie w tym roku największe wrażenie. Wybór nieuporządkowany i niezamknięty w tradycyjnych kategoriach, a więc znalazły się w nim zarówno ważne i poważne wydarzenia artystyczne, jak i zjawiska środowiskowe, a nawet kilka wrażeń kulinarnych. Oto, co najbardziej podobało mi się w 2009 roku.
Najładniejsze okno w mieście: żeby wygrać w tej konkurencji, nie trzeba było wcale instalować specjalnych ozdób czy finezyjnie upinać firanek. Wystarczyło wpuścić trochę kultury. Teatr w Oknie (Gdańsk, ul. Długa 50/51) stał się w ciągu kilku zaledwie miesięcy jednym z najbardziej niezwykłych miejsc prezentacji różnych rodzajów sztuki: od kameralnych spektakli przez działania performerskie i koncerty aż do setów DJ-skich.
Najlepsze miejsce, gdzie można spotkać przedstawicieli młodej trójmiejskiej sztuki: Facebook
Nie, wcale nie Sfinks, na pewno nie Spatif. To właśnie portal społecznościowy Facebook jest "miejscem", gdzie najłatwiej spotkać, poznać i porozmawiać z młodymi artystami. Śledząc zaproszenia i zmieniane w miarę regularnie statusy, można się bez trudu zorientować, co się święci, gdzie odbędą się kolejne, nieobwieszczane oficjalnie nigdzie indziej, imprezy, nad czym pracują poszczególni artyści, a nawet - w jakim są nastroju.
Najbardziej intrygujące miejsce wystawiennicze: zwycięża zdecydowanie spichlerz na Wyspie Spichrzów, na którym niemiecka artystka Sigrid Sandman w ramach swojej pracy „Próg”, będącej częścią festiwalu Narracje, wyświetlała przez kilkanaście dni napisy w różnych językach. Przechodzący pobrzeżem gdańszczanie i turyści nie mogli się nie zatrzymać i zastanowić: „o co tu chodzi?”. I o to chodziło. W tej pracy i w tym festiwalu. Mocne drugie miejsce zdobywa kameralna wystawa prac Anny i Adama Witkowskich w prywatnym wrzeszczańskim mieszkaniu w ramach festiwalu Streetwaves.
Najbardziej intrygujące miejsce koncertowe: w tej kategorii wygrywa kilka miejsc zaadaptowanych na warunki koncertowe przez organizatorów festiwalu Streetwaves i muzycznej części Yach Filmu. W ramach tych dwóch imprez młodym zespołom zdarzyło się grać: na trawniku przed chińską restauracją we Wrzeszczu, na dziedzińcu wydziału rzeźby gdańskiej ASP, w zaułku pod wrzeszczańskim lasem, tuż nad wielkimi śmietnikami albo na środku ulicy Długiej.
Najciekawsza próba ożywienia martwego fragmentu miasta: w tej kategorii niestety po raz kolejny nie wygrywa żadna z inicjatyw z Wrzeszcza, bo w tej dzielnicy żywe są już tylko banki i apteki (z wyjątkiem jednego majowego dnia, gdy dzielnicą zawładnął festiwal Streetwaves). Kandydatów do zwycięstwa było kilku, ale wygrywa galeria Pitipa, otwarta na martwej, choć przecież leżącej w samym właściwie centrum miasta, ulicy Ogarnej. Kilka wernisaży, które się tam odbyło, było pierwszą oznaką życia w tym rejonie od czasu podniesienia go z powojennych ruin.
Najbogatszy trójmiejski zespół: Skinny Patrini
Okazuje się, że nie wszystkie konkursy są ustawione. Gdański duet w konkursie łódzkiego festiwalu Vena nie grał roli faworyta. W finałowej dziesiątce znalazło się dużo więcej wykonawców, którzy, według wszelkich spiskowych teorii na temat rodzimego przemysłu muzycznego, powinni zgarnąć główną nagrodę. A jednak to właśnie mroczne, lubieżne granie gdańskich mistrzów electro rzuciło na kolana jurorów. A laur rzucił na kolana samych muzyków: 100 tys. zł piechotą w końcu nie chodzi. - I to jeszcze do podziału na dwie osoby - skwitował gorzko w kuluarach muzyk jednej z łódzkich formacji, w której składzie występuje aż sześciu instrumentalistów.
Najgłośniejsze odejście: Wet Dick Junior odchodzi z Dick4Dick
Gdańska grupa znów traci członka. I to wyjątkowego - jedynego, który zajmował się oprawą wizualną wszelkich działań zespołu. Przygotowywał wizualizacje, wyświetlane podczas koncertów, przygotowywał teledyski, namawiał projektantów ubrań do przygotowywania specjalnych kostiumów dla muzyków. A podczas koncertów był tym, który zwracał największą uwagę widzów - to właśnie w zakresie jego obowiązków leżały takie zadania jak np. zianie ogniem czy widowiskowe rozbijanie sprzętu na scenie. Tak jak z hukiem pojawiał się na scenie, tak z hukiem z niej zszedł.
To było coś zupełnie wyjątkowego - wielkie wydarzenie intelektualne. Na wykład słoweńskiego filozofa w gdańskiej Świetlicy Krytyki Politycznej (Gdańsk, Długie Ogrody 35) przyszły takie tłumy, że organizatorzy upychali chętnych we wszystkich możliwych pomieszczeniach, na korytarzu i na schodach. Czegoś takiego Trójmiasto nie widziało od czasu spotkania z Kurtem Vonnegutem i Williamem Styronem na Uniwersytecie Gdańskim. Ale ono miało jednak miejsce w zupełnie innych czasach - w latach 80. Obecność na tym spotkaniu była prawdziwym testem na intelektualne być albo nie być. Spotkanie z Žižkiem powinno dziś też odegrać taką rolę.
REKLAMY GOOGLE
* Mieszkanie - Okazja Wyszukaj okazje cenowe. Pilna sprzedaż! www.homebroker.pl * szukaj noclegu w Gdańsku widok na morze, ogród na wydmie restauracja ,bezpłatny parking lido-gdansk.pl * 80 Obiektów w Gdańsku W Najniższej Cenie, do 75% Taniej! Tylko u Nas Wszystkie Oferty Hoteli www.rezerwuje.com/hotele-Gdansk
Najskuteczniejsze zamknięcie: tu zwycięzca mógł być tylko jeden. I nawet mimo tego, że to zamknięcie nastąpiło już dawno, w tym roku nikt nie był w stanie go przebić, a co gorsza - nikt nie był w stanie zniwelować jego skutków. Chodzi oczywiście o zamknięcie pasażu pod Zbrojownią, za sprawą którego trzeba obejść pół miasta, żeby dotrzeć z Targu Węglowego w okolice ulicy Piwnej. Niektórzy próbują przekonywać, że rektor Akademii Sztuk Pięknych zadbał w ten sposób o to, żeby jego studenci, wyruszający podczas przerwy na obiad do jednego z barów mieszczących się od strony ulicy Tkackiej, mieli zapewnioną choć minimalną dawkę wysiłku fizycznego, ale czy to na pewno wystarczające uzasadnienie?
Najbardziej urocze miejsce do organizowania letnich festiwali: w tym roku nie zwycięża lotnisko w Gdyni ani gdański plac, na którym podczas pochodów pierwszomajowych stała trybuna dla zasłużonych członków aktywu i egzekutywy. Nic z tych rzeczy. W tym roku zwycięża bezsprzecznie gdyński park Kolibki (odbywał się tam folkowy festiwal Globaltica), prawdziwa zielona oaza w samym sercu miasta, tuż przy jego najbardziej ruchliwej arterii komunikacyjnej, istna namiastka raju, o której wiedzą tylko wtajemniczeni. Bez dwóch zdań - warto stać się jednym z nich.
Najładniejszy fragment Gdańska, wreszcie odkryty przez artystów: ulica Latarniana. Choć nazwa ulicy zdaje się być ciut na wyrost. To właściwie maleńki zaułek wciśnięty gdzieś między resztki dawnych murów miejskich i wybudowane już po wojnie kamieniczki. Na co dzień jest - niestety - nieformalnym miejskim szaletem i choć tysiące ludzi mija go dziennie, przechodząc ulicami Szeroką i św. Ducha, mało kto tam zagląda. Miejsce to odkryło na nowo dla Gdańszczan dwoje młodych artystów Katarzyna Łygońska i Tomasz Pawluczuk, którzy podczas służącego, było nie było, odkrywaniu na nowo miejskiej przestrzeni publicznej, festiwalowi Narracje, przygotowali tam poruszający performance, zatytułowany „Steam".
Najbardziej rodzinny biznes kulturalny: wytwórnia Nasiono Records - niewielkie trójmiejskie wydawnictwo, specjalizujące się w przygotowywaniu płyt lokalnych zespołów alternatywnych. W tym roku do pęczniejącego coraz bardziej katalogu tej oficyny dopisać można było najnowsze dzieła takich zespołów jak m.in.: Folder, Karol Schwarz All Stars czy Kiev Office. Ale najważniejsze jest to, że szefowi firmy Karolowi Schwarzowi udało się nagrywających pod szyldem Nasiona muzyków zintegrować: spotykają się ze sobą, grają wspólne koncerty i pomagają sobie nawzajem. I wszyscy nieodmiennie obnoszą się wszędzie z koszulkami z charakterystycznym logo swojej wytwórni.
Nowy lokal o najlepszym, acz zupełnie niedocenionym położeniu: Vespa Deluxe (Gdańsk, Kołodziejska 4) - najnowszy dodatek do rosnącego imperium gastronomiczno-klubowego, w skład którego wchodzą już Stacja Deluxe i Zeppelin (a jeszcze niedawno Kawalerka). Ten na poły klub, na poły restauracja mieści się prawie dokładnie między redakcją „Gazety", Teatrem Wybrzeże i Akademią Sztuk Pięknych, więc potencjalnie jest idealnym forum do spotkania środowisk związanych z tymi miejscami (a jak silne są one w kwestii promowania pewnych lokali pokazał kilka lat temu przykład Absyntu). Niestety, Absynt już dawno został przejęty przez zgoła inną klientelę, ale w Vespie trudno uświadczyć regularnie bywających dziennikarzy, aktorów i artystów.
Nazwa nowego lokalu współgrająca z nazwą starego lokalu: w tej kategorii zwyciężają ex aequo dwa miejsca. Po pierwsze - kawiarnia Tekstylia, która mieścić się będzie na rogu ulic Szerokiej i Pańskiej, tam gdzie kiedyś mieścił się sklep z... tekstyliami oczywiście. Plus dla nowych właścicieli za zachowanie tradycyjnej nazwy, a drugi - za zachowanie przepięknego, metalowego szyldu nad wejściem. Po drugie - otwarty z dość dużym hukiem drugiego dnia świąt klub Apartament (Gdańsk ul. Podgarbary), który niedwuznacznie puszcza oko do wielbicieli zamkniętej Kawalerki. Klimat w zasadzie podobny, ale rozmiar - zgodnie z nazwą - nieporównywalnie większy.
Najlepszy kebab: Babaim
Kebaby w Trójmieście zdecydowanie zdominowały rynek fast foodów. Niestety szybko stworzyła się też kebabowa norma z poprzeczką na bardzo niskim poziomie. Jako że klienci okazują się niewymagający, mało kto się nawet stara zaproponować coś więcej. Niewielki bar Babaim (Gdańsk, ul. Piwna 64/66) jest budzącym szacunek wyjątkiem. Właściciel - rodowity Jordańczyk - większość produktów sprowadza ze swojej ojczyzny, co powoduje, że smakują one oryginalnie (to chyba jedyne miejsce w Trójmieście, gdzie można zjeść tak dobry hummus!). Dodatkowy plus za inwencję językową w menu: kebab w płaskim placku, zwany często durum, w Babaimie nazywa się rulon, a kebab z frytkami - petarda.
Najlepszy falafel: Kebabistan
Choć w całym świecie, ba - w całej Polsce nawet, falafel jest obowiązkową pozycją w menu większości barów z kebabami, w Trójmieście - zupełnie nie wiadomo czemu - jest on wielką rzadkością. Tym bardziej warto zwrócić uwagę na bar o dumnej nazwie Kebabistan (Sopot, ul. Dworcowa 7). Obsługa to młodzi Turcy, którzy przy akompaniamencie swego rodzimego folku albo przy ogłuszającym dopingu tureckiej publiczności, płynącym z telewizora ustawionego na transmisje meczów tamtejszej ligi piłkarskiej, przygotowują delikatne w smaku i pożywne kotleciki z białego grochu, zawijane w cienkie ciasto. Na dodatek popić je można oryginalnym tureckim ayranem, napojem na bazie jogurtu.
Najlepsza restauracja pod blokiem: Rucola
Dziś to już prawdziwa sieć - restauracji z egzotyczną kapustą w nazwie jest w Trójmieście kilka i znajdują się w dość reprezentacyjnych miejscach (bo niestety - choć trudno się z tym pogodzić - Krzywy Domek świetnie reprezentuje współczesny trend architektoniczny dominujący w Sopocie). Ale najstarsza z nich, ta która przez wiele miesięcy była jedyna i funkcjonowała niemal w podziemiu, znana tylko koneserom, wciąż działa w pawilonie pod jednym z gdańskich bloków (Gdańsk, ul. Abrahama 15a). Co ważniejsze - serwuje się tam niebanalne i smaczne potrawy.
Najskuteczniejsze działanie integrujące gdańskie środowisko artystyczne: wieczorna promocja - dania za pół ceny w barze Bistro Kos
Kos (Gdańsk, ul. Piwna 11/12) i bez tego od zawsze był dość popularnym miejscem - ogromne porcje, dogodna lokalizacja i przyjazna atmosfera, przyciągały do niego sporo osób. Po wprowadzeniu wieczornej promocji odwiedzają go prawdziwe tłumy. Spora część gości to młodzi gdańscy artyści. Nie dość, że mają blisko z budynku ASP i akademika, na dodatek - ceny są idealnie dostosowane do zwykle pustawych portfeli. Kiedy do baru wchodzi kolejna osoba, która wita się z wszystkimi obecnymi, trudno się dziwić kelnerkom, że mogą mieć wrażenie, że to jakiś flash mob.
|