| Karol Schwarz All Stars - Rozewie |
Nasiono 6/2009
format: digipack
Sesja nagraniowa KSAS w Rozewiu bardziej przypominała wywoływanie duchów, niż klasyczną rejestrację dźwięków. Medium okazała się być Brenda Lee DVD , której postać fizyczna i eteryczna stanowiła epicentrum trzęsienia ziemi i kosmosu. Podczas tej celestialnej zawieruchy obudziły się duchy takich postaci, jak Witkacy, Father Yod z Yahowa13 , Bunuel i Dali. KSAS pozostaje wierny metodzie: taking drugs to make music to take drugs to, spopularyzowanej w 1990 roku przez zespół Spacemen 3. Rozewie aż kipi od psychodelii wzniecanej przez upiorne wokalizy Brendy Lee DVD, jęczące gitary i bezlitosny generator znany już ze 100 filmów oraz płyt Szelestu Spadających Papierków i Prawatta. Przywołując ducha Witkacego, a przede wszystkim jego dzieła Narkotyki. Dusze niemyte KSAS wpisuje się w tradycję trójmiejskich zespołów, nawiązując w pewien sposób do twórczości Von Zeit i Apteki. Dusze, umysły i ciała członków zespołów wydają się być nękane czystym szaleństwem i wizjami wywołanymi przez wszystkie używki tego świata. Rozewie to jednak album (auto)ironiczny i absurdalny. Surrealistyczny, a momentami wręcz dadaistycznie naiwny i nonsensowny. Zespół w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut potrafi zalecać się do ukochanej („Ona”), popłynąć okrętem podwodnym na podbój świata z buńczucznymi, rewolucyjnymi hasłami na ustach („Submarine”), przejść się po ulicach Dolnego Miasta na spotkanie kieszonkowców i alfonsów, zbierać po łąkach Krasnoludki i przeżyć lądowanie UFO. Jak cyklofrenik w fazie manii. Rozplecione zwoje mózgowe uczestników sesji ułożyły się w zdekonstruowane mandale, a kody DNA się pomieszały i zdegenerowały. KSAS w Rozewiu rozgniótł na kawałki i rzucił w morskie odmęty wszystko, co do tej pory wiedział o muzyce. Na płytę trafiło to, co morze wyniosło na brzeg. Zespół dał się ponieść hippisowskiej spontaniczności znanej z płyt zespołu Yahowa 13, który w latach siedemdziesiątych nagrywał ekstremalnie psychodeliczne płyty bez żadnego przygotowania. Podobnie płyta Rozewie powstała w wyniku trzydniowej improwizacji. Tym razem Karol Schwarz obsługiwał głównie generator, który wydaje się żyć własnym życiem, wyje, popiskuje, charczy i ryczy, jakby szamotał się w gąszczu kabli. Szymon Albrzykowski zajął miejsce przy mikrofonie jako mistrz ceremonii, nawiązując w swych tekstach do totartowskich zlewów słownych. Borys Kossakowski wyciskał kwas z klawiszy i velvetowej gitary. Ich głowy rozkręciła i rozregulowała Brenda Lee DVD (wspomagana przez Esztera – oboje z zespołu Siupa ), której głos i laptop okazał się kluczową przyprawą dla dania, jakim jest płyta Rozewie.
1. UFO intro 0:39
Recorded LIVE at Rozewie, Kaczmar House by Karol.
RECENZJE I INNE
Nie słuchajcie tego przy swoich żonach, dziewczynach, kochankach, bo was rzucą biorąc za obłąkanych. (...) pierwsza połówka lawiruje pomiędzy mocarnym konkretem, a obciachem, zaś druga, niemalże niesłuchalna, odlatuje w rejony gdzie odsyłają tylko najsilniejsze używki. To nie pseudozabawy czy durnowata ...stylizacja, lecz w 100% autentyczny trip, który wciąga, hipnotyzuje i pożera. * * *
(...) Spodziewam się, że nie jest zbyt trudno nagrać taką płytę i osobiście wątpię, aby zachybotał wam przed oczami las rąk potencjalnych wydawców, kiedy już wystartujecie z cd-rem, ale przynajmniej będziecie mogli być zadowoleni, że NAPRAWDĘ pierdolnęliście w kąt wszystko, o czym ludzie gadają i zrobiliście, na co mieliście ochotę. Właściwie nie ma tu nawet żadnej psychodelii czy transu, jest po prostu walenie wszystkiego na taśmę i jeśli już brać to za "strumień świadomości" to jednak raczej w stylu Lightning Bolt niż Virginii Wolf. * * * Jako że All Stars pochodzą z Wybrzeża, pozwolę sobie przedstawić ich jako brakujące ogniwo między Panem Witkiem (tak, Gościem z Atlantydy), Apteką i Ścianką. Jakkolwiek karkołomnie brzmi takie zestawienie, proszę je odczytać jako wyszukany komplement. All Stars bezpretensjonalnie i z charakterem rozwijają wizję totalnego lo-fi. Totalnego, bo rzężące i chrypiące brzmienia wszelkiej maści łączą się tu z surową narracją. I nawet dramaturgia całości, choć trzyma w napięciu, potyka się i rwie, kumuluje siłę wyrazu. Mamy tu m.in. opowieści o UFO, krasnoludkach, wariacje Kanta, historię nieszczęśliwego zakochania i szamańskie pomruki. Muzyka gładko przechodzi od ryczącej space psychodelii przez uszkodzony ambient po futurystyczny electro noise. A czyni to na tyle dyskretnie, by nie zakłócić balansu tych minisłuchowisk. Dawno nie słyszałem tak zaskakującej i wciągającej polskiej płyty. * * *
(...) Jeśli gdzieś tam na polskiej ziemi młodzi adepci tzw. „muzyki alternatywnej” zastanawiają się obecnie, co zrobić, by nie stanowić jedynie kalki zagranicznych rozwiązań, co zrobić, by za pomocą post-rockowej czy shoegazowej estetyki opowiedzieć coś ważnego o „tutaj i teraz”, zabrzmieć mocno, wiarygodnie, a nie jedynie popularyzować wśród ciemnego ludu dokonania Mogwai (który tak na marginesie jest już dość spopularyzowany), powinni potraktować „Rozewie” jako drogowskaz, zachętę do zaryzykowania, odważnego zerwania z nudną, irytującą manierą. * * *
(...)Nowy album pogłębia jeszcze psychodeliczny wymiar muzyki zespołu, wciąż jednak podpierając się ironią. Szalenie surowe, obłędnie kwaśne dźwięki i mocno niekiedy kuriozalne słowa przetaczają się przez rezonujące nawałnice hałasu, toną w spogłosowanych przestrzeniach. Większość materiału wykreowana została za pomocą wspomnianego generatora, który tym razem zdominował album, usuwając w cień gitarę. „Płyta Rozewie różni się od poprzednich również tym, że bardzo mało tu grzebania i poprawiania w miksie. Podczas gdy na 100 filmach jeszcze były jakieś dogrywki, to na Rozewiu jest czysty rozewski sound” (...)
* * *
* * *
* * *
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

Nasiono 6/2009
![Pan Witek [by Glenn Strong] Pan Witek [by Glenn Strong]](images/2009nowiny/Witek_[byGlennStrong]_200.jpg)





